Camino Invierno w 12 dni

Z Frankfurtu samolotem do Santiago, a następnie bezpośrednio do Ponferrady przy pięknej pogodzie.

Etap 1: Ponferrada – Las Medulas – Orellán (33,3 km)

Po czystym słońcu w dniu przyjazdu, pierwszy dzień biegu rozpoczął się deszczem. Mieliśmy na to odpowiednią odzież, więc wyruszyliśmy. Najpierw poszukaliśmy skrzyżowania z Camino Invierno, a następnie wyruszyliśmy z miasta. Deszcz stawał się coraz mniejszy.
Sceneria była bardzo przyjemna, a ja miałem mnóstwo energii. Szedłem więc samotnie przez wieś, wybierając oryginalną trasę, a nie skróty. W pewnym momencie zobaczyłem Castillo de Cornatel wysoko na górze. Nie zdawałem sobie sprawy, że wejdę na górę i stanę przed nim. W jakiś sposób myślałem, że chodzę wokół góry. Ale oczywiście jesteś dumny, gdy dotrzesz na szczyt i zobaczysz Castillo przed sobą.

Stamtąd udałem się z powrotem w dół doliny i chciałem uzupełnić zapasy wody przed wspinaczką do Las Medulas. Bez powodzenia, nie było żadnego sklepu, a jedyny hotel był zamknięty. Uzupełniłem więc ostatnią 0,5 litrową butelkę przy fontannie. To było minimum, bo robiło się ciepło, ale miejscami padało, więc była to sauna pod poncho i około 8 kilometrów pod górę. Należy tutaj zauważyć, że wspaniały punkt widokowy (zdjęcie w raporcie z etapu 2) czerwonych skał Las Medulas nie znajduje się po drodze, ale jest to Mirador de Orellán.

Etap 2: Orellán – Las Medulas – O Barco de Valdeorras (36 km)

Wystartowałem wcześnie rano przy pięknej pogodzie i muszę przyznać, że pomyliłem się z punktem widokowym i kilometrami. Dzień okazał się więc dość wyczerpujący. Podobnie jak poprzedniego dnia, na szlaku byłem zupełnie sam, a pogoda zamieniła się w cudowny worek. Widok z Mirador de Orellán był absolutnie tego wart, a ja miałem szczęście, że pogoda była wtedy dobra.

Następnie zjechałem w dół przez Las Medulas do Puente de Domingo Flórez, gdzie zrobiłem sobie przerwę na lunch. Krajobraz jest naprawdę imponujący, a piękno Camino Invierno jest widoczne raz po raz. Kontynuowałem do Rubii, gdzie zrobiłem sobie przerwę ze względu na pogodę. Podczas gdy rano wciąż byłem pełen energii i motywacji, muszę przyznać, że w O Barco tęskniłem za noclegiem i cieszyłem się, gdy w końcu mogłem położyć się do łóżka.

Po dwóch dniach prawie 70 kilometrów to było za dużo, ale mieliśmy przed sobą krótki etap.

Etap 3: O Barco de Valdeorras – A Rua de Valdeorras (15 km)

Piękna pogoda i krótki etap. Idealny na złapanie oddechu. Tak myślałem, ale jakoś tak kilometry ciągną się bardziej, gdy pamięta się, że przed nami tylko 15 kilometrów. Co więcej, wystartowałem dopiero w południe i to też było nietypowe. Ale oczywiście dobrze poradziłem sobie z etapem w bardzo zmiennych warunkach. Było wszystko, od słońca po deszcz i burze.

Znów było kilka pięknych widokowo fragmentów. Ale mój nastrój był dość kiepski. Pierwsze dwa etapy wyczerpujące, samotność na trasie i lekkie problemy zdrowotne.

Jakoś nie była to jeszcze moja ścieżka i zastanawiałem się nad rezygnacją z Camino Invierno i przejściem na przykład na szlak portugalski. Te myśli towarzyszyły mi przez kilka dni, pomimo fantastycznych krajobrazów. Wiedziałem z poprzednich Caminos, że chodzenie w towarzystwie i czasami pogawędki dodają energii. Tutaj zostałem tylko z myślami, które towarzyszyły mi przez cały dzień i kilometrami, które musiałem pokonać, aby dotrzeć do celu.

Myśl o odwołaniu pojawiła się naprawdę kilka razy, ale wciąż była duma, która nie pozwalała na to i nadzieja, że dotrę tam po drodze.

Etap 4 A Rua de Valdeorras – Quiroga (30,5 km)

Z A Rua był bardzo, bardzo długi odcinek pod górę wzdłuż wiejskiej drogi. Na szczęście na drodze nie było prawie żadnego ruchu, co sprawiło, że bieg był przyjemniejszy. W małej wiosce znajdował się naprawdę fajny punkt gastronomiczny. Stamtąd znów było z górki. Pogoda była pochmurna, ale padało mniej niż w poprzednich dniach. Sceneria znów była bardzo piękna: góry, rzeka, a potem kilka małych, ale pięknych wiosek z uroczymi starymi domami. Ale pod koniec etap naprawdę mnie zmęczył i przypomniałem sobie słowa Portugalczyka z mojego pierwszego Camino: „Zawsze jest więcej, nigdy mniej”.

Kiedy już myślisz, że udało ci się, bo osiągnąłeś oficjalną liczbę kilometrów, przed tobą jeszcze długa droga, aby upewnić się, że ukończyłeś etap. Pod koniec etapu, gdy byłem już naprawdę wykończony i zdałem sobie sprawę, że mam jeszcze trochę do przejścia, przy zrujnowanym zamku pojawił się pies pasterski, spojrzał na mnie i pobiegł przede mną przez około 2,5 kilometra. Prawdopodobnie tak miało być, a jego obecność dodała mi sił. Ale wieczorem w Quiroga byłem po prostu fizycznie i emocjonalnie nieszczęśliwy i cieszyłem się, kiedy zasnąłem.

Etap 5 Quiroga – A Pobra de Bollón (25,5 km)

Rankiem piątego etapu czekało na mnie słońce, a mój nastrój i samopoczucie nagle się poprawiły. To była taka przyjemność znów zacząć biegać. I to po wieczorze zapomnienia.

Zrezygnowałem też z pierwotnego planu, by przejechać Invierno „na szybko”, a następnie pobiec z Santiago do Finisterre i Muxii i przeorganizowałem etapy Invierno na bardziej zrównoważone i byłem z tego zadowolony.

Na etapie do A Pobra de Bollón było kilka podjazdów, ale dzięki mojemu dobremu nastrojowi i świeżej energii nie przeszkadzały mi one, podobnie jak samotność, która naturalnie towarzyszyła mi tego dnia. Dla mnie był to dzień, w którym dotarłem na moje Camino, więc było po prostu pięknie.

Od razu poczułem się lepiej, swobodniej i przyjemniej. Prawdopodobnie również dlatego, że zdjąłem z siebie kajdany długich etapów i od tego momentu po prostu powiedziałem: dotrę tam, ale się nie złamię. Moje wewnętrzne nastawienie natychmiast się zmieniło i na tym etapie zacząłem bardziej zauważać małe rzeczy po drodze. Zaakceptowałem samotność i szedłem przez krajobraz z uśmiechem na twarzy, robiąc spokojne przerwy i pozwalając sobie cieszyć się tym, co mnie czekało: pięknymi, samotnymi krajobrazami.

W A Pobra de Bollón zafundowałem sobie kawę i sok pomarańczowy i usiadłem na słońcu, zanim udałem się do hostelu. Wieczorem zameldowały się dwie Polki, z którymi trochę porozmawiałem i które od czasu do czasu przecinały moją drogę.

Etap 6 A Pobra de Bollón – Monforte de Lemos (18,5 km)

W dobrym nastroju wyruszyłem rano na dość krótki etap, który nie dorównywał pozostałym pod względem scenerii, ale był relaksujący i przyjemny. W porze lunchu czekało na mnie piękne miasto (Monforte de Lemos) z pięknym zamkiem i małą, uroczą starówką, która zachęcała do odpoczynku.

Zgodnie z poprawiającym się nastrojem, wczesnym popołudniem wyszło słońce i mogłem cieszyć się jego promieniami przy dobrym posiłku, zanim przeniosłem się do mojego zakwaterowania. Wolny czas wykorzystałem na bliższe przyjrzenie się miastu i zakup jedzenia na kolejny dzień.

Etap 7 Monforte de Lemos – Chantada (33 km)

Po spokojnej nocy nastąpił etap, do którego miałem chyba największy szacunek. Długi podjazd, potem stromy zjazd i znowu podjazd, a wszystko to na odcinku 30 kilometrów. Ale to znowu moja głowa spłatała mi figla. Pozwolono mi obejść się bez tej sztuczki i miałem przed sobą trudny, ale piękny etap. OK, pierwszy odcinek w deszczu nie kwalifikował się do nagrody za piękno, ale potem było już bardzo ładnie.

Ścieżka pod górę również nie była zbyt trudna, ale stabilna i niezbyt stroma. Przyjemną rzeczą w byciu na szczycie jest oczywiście widok, który można podziwiać we fragmentach. Tak też zrobiłem i zrobiłem wystarczająco dużo przerw, aby odzyskać siły. Po drodze znajduje się również punkt widokowy, Mirador Cabo do Mundo, z którego można zobaczyć pętlę rzeki Mino. Niestety w tym czasie było trochę deszczowo, ale 800 metrów objazdu było tego warte.

Później zejście było naprawdę strome po starych rzymskich kamiennych drogach i trzeba było bardzo uważać, aby się nie poślizgnąć. Ale gdy tylko zobaczy się dolinę z rzeką Mino, zapomina się o wszystkim z powodu piękna krajobrazu. Absolutne marzenie. Gdy dotarliśmy na dół i przekroczyliśmy Mino przez most, nadszedł czas na przerwę przed wspinaczką do Chantada. Było to kolejne wyzwanie, ponieważ stare rzymskie kamienne drogi również tworzyły tutaj Camino i było to bardzo uciążliwe w słońcu, ale piękne.

Etap 8 Chantada – Rodeiro (25,5 km)

Co powinno nastąpić po tym etapie z profilem? Oczywiście najwyższy punkt Camino Invierno na wysokości 1153 metrów. Ale byłem dobrej myśli i nie przejmowałem się tym. Wyruszyłem więc i nie przeszkadzało mi, gdy w pewnym momencie zaczęło lekko padać, a szczęście było po mojej stronie i w ostatniej wiosce przed wspinaczką była otwarta kawiarnia, więc mogłem tam spędzić godzinę w deszczu przed wyruszeniem w dalszą drogę.

Sceneria nie była już tak ładna, a najwyższy punkt był wyłożony turbinami wiatrowymi, które w lekkim deszczu pod poncho wydawały dźwięk samolotów na pasie startowym. Ale wciąż byłem w dobrym nastroju i z radością zbiegłem ze wzgórza.

Później były fragmenty, które znów były przyjemne, a w Rodeiro znów świeciło słońce, więc mój nastrój był naturalnie dobry i mogłem cieszyć się życiem na Camino na tarasie po południu.

Etap 9 Rodeiro – Lalin (26 km)

Co robisz po ukończeniu trudnych odcinków? Oczywiście z niecierpliwością czekasz na kolejne etapy w kierunku Santiago de Compostela. I to właśnie robiłem od Rodeiro. Robiłem przerwy, cieszyłem się spacerem, a widok natury sprawiał, że się uśmiechałem.

Moja ścieżka była naprawdę „moją” ścieżką przez kilka dni, a samotność, która była moim prawie stałym towarzyszem, już mi nie przeszkadzała, ale zamiast tego sprawiała, że moje myśli wirowały, a wszelkie fizyczne dolegliwości należały już do przeszłości.

Dzięki temu mogłem cieszyć się podróżą i podziwiać krajobrazy. Pod koniec etapu dotarłem do Lalin i był to niemal szok kulturowy

Tego dnia w Lalin odbywał się festiwal i mnóstwo ludzi było na ulicy, grał zespół, odbywało się wesołe miasteczko, a spokój i cisza ostatnich kilku dni nagle odeszły w przeszłość. Ale byłem w stanie to zaakceptować i rozgościłem się na placu, piłem Estrella Galicia i cieszyłem się muzyką na żywo. Ale nie tylko festiwal był wspaniały, miasto było również naprawdę piękne.

Mała wskazówka dla każdego, kto zatrzymuje się w Lalin lub przejeżdża przez Lalin: Znajduje się tam „Punto de Informacion Al Peregrino”, gdzie sympatyczny pan wydaje świetne pieczątki w paszportach pielgrzymów, a także można z nim uciąć sobie miłą pogawędkę.

Etap 10 Lalin – Silleda (15 km)

Co za relaksujący etap, z dobrą pogodą, przyjemnymi krajobrazami, pięknymi mostami i mnóstwem ciszy i spokoju. 15 kilometrów na Camino to naprawdę przyjemny spacer, zwłaszcza gdy nie jest tak górzysty. I właśnie taki był etap z Lalin do Silleda, więc kiedy dotarłem do Silleda, miałem mnóstwo czasu na kawiarnie, pranie i przytulną kolację. Na tym odcinku szczególnie podobały mi się mosty po drodze.

Etap 11 Silleda – Lestedo (29,5 km)

Nawet jeśli brzmi to jak bardzo długi etap, ten etap był przyjemny do przejścia. Przechodzi się przez kilka lasów i celowo wybrałem Lestedo jako miejsce docelowe, ponieważ chciałem zafundować sobie specjalne miejsce na nocleg wieczorem przed Santiago. Było to również trochę bliżej Santiago.

Od miejscowości Silleda trasa przez większość czasu prowadzi lekko w dół, przecinając lasy i pola, ale od czasu do czasu podążając drogą. Zupełnie tak, jak można się spodziewać po Galicji, jeśli przeszło się już inne szlaki Drogi Świętego Jakuba. Jednak i tutaj, podobnie jak w przypadku większości etapów Invierno, należy zaopatrzyć się w prowiant, ponieważ po drodze brakuje supermarketów i kawiarni.

Szlak Invierno jest raczej mało zatłoczony – rocznie przybywa na niego około 2000 pielgrzymów. W związku z tym infrastruktura nie jest tak dobra, jak na innych trasach. Należy o tym pamiętać z wyprzedzeniem i, jak widać z mojej relacji, może się również zdarzyć, że podróżujesz bardzo samotnie. Nie umniejsza to jednak piękna, jakie oferuje ta trasa.

W każdym razie prawie 30 kilometrów między Silledą a Lestedo obejmowało również wszystko, co zawsze fascynuje mnie podczas pokonywania ostatnich kilku kilometrów do Santiago. Lasy eukaliptusowe, pola, leśne ścieżki, małe strumienie i ciągła różnorodność. A pod koniec dnia mogłem spędzić noc w naprawdę uroczym zakwaterowaniu z bardzo dobrą kolacją.

Etap 12 Lestedo – Santiago (14,5 km)

Ostatni zryw do Santiago. Oczekiwanie musiało zakłócić moją noc, więc wyruszyłem w ciemności, aby pokonać ostatnie kilka kilometrów do Santiago. Po drodze ponownie spotkałem dwie panie z Polski i przeszliśmy razem kilka kilometrów. Kilka kilometrów przed Santiago niebo wciąż było zachmurzone i można było pomyśleć, że meta będzie deszczowa. Ale im bliżej Santiago, tym bardziej się przejaśniało, a w Santiago w katedrze po raz kolejny ogarnęły mnie wszystkie emocje, jakie można mieć. Cokolwiek to jest, jest dla mnie wyjątkowe i związane z tym miejscem.

Z przyjemnością siedziałem na placu, obserwując przybywających pielgrzymów i prowadząc tu i ówdzie pogawędki. W pewnym momencie podniosłem moją Compostelę, całkowicie zrelaksowany i ponownie usiadłem na placu. To czysta radość widzieć wszystkich przybywających tam ludzi i czytać ich twarze.

Dzień po przyjeździe planowałem wziąć udział w nabożeństwie, co też zrobiłem i miałem przyjemność zobaczyć Botafumeiro i doświadczyć, jak zapach przejmuje katedrę.

Po dwóch dniach w Santiago pojechałem autobusem do Muxia i stamtąd poszedłem pieszo najpierw do Lires, a następnie do Finisterre.

WNIOSKI

I po raz kolejny zdałem sobie sprawę, że to nie będzie ostatnie Camino, mimo że Invierno naprawdę wyczerpało moją energię ze względu na wybrane etapy, samotność i brak przystanków na orzeźwienie. Krajobraz to marzenie.

Olaf Werheim, 2023 r.

Camino Invierno w 12 dni z Ponferrady do Santiago

Powiązane

Uczciwe Camino Frances

Długa i szczera relacja z pielgrzymki z Camino Frances, w której kilka łez może popłynąć – nawet podczas czytania.

Eifel Camino z psem

Anja, Jens i ich pies Tuco przeszli niemieckie Eifel Camino w 9 dni i przynieśli ten raport.

Andy Max Jensen †

Mamy bardzo smutne wieści z Hiszpanii. Z przykrością informujemy, że zmarł nasz drogi przyjaciel Andy Max Jensen, znany również jako Camino Ninja. Miał 49 lat.

Elisabeth Path

W 2020 roku Jakob Engel przeszedł Drogę św. Jakuba z Görlitz do Trewiru w 45 dni. Wyruszył z Görlitz w sierpniu w środku lata i

Via Regia w 45 dni

W 2020 roku Jakob Engel przeszedł Drogę św. Jakuba z Görlitz do Trewiru w 45 dni. Na swojej 1010-kilometrowej trasie wyruszył z Görlitz w sierpniu w środku lata i dotarł do Trewiru jesienią i w deszczu 2 października, przechodząc cztery oficjalne niemieckie pielgrzymki Camino de Santiago z rzędu.

Nie marz, po prostu idź!

Bardzo osobisty raport z pielgrzymki Moja żona Birgit (58 lat) i ja (65 lat) szybko zdecydowaliśmy, że przejdziemy Portugalską Drogę Świętego Jakuba z portowego miasta

Magia ścieżek

Sara opisuje przemieniającą magię Camino de Santiago i to, jak zrozumiała, dlaczego prawdziwa podróż często zaczyna się tam, gdzie kończy się mapa.

Camino Frances – Miłość jest odpowiedzią

Relacja Johanny z Camino Francés wykracza daleko poza pieszą wędrówkę.
Jej szczery dziennik pokazuje, jak wyczerpanie i przypadkowe spotkania prowadzą do uświadomienia sobie, że odpowiedzią jest miłość.

Caminos