Kapelusik – pielgrzymie opowiadanie z Drogi św. Jakuba
Zmyślone opowiadanie Wolfganga Janowsky’ego: pielgrzym chce wymusić drogę, aż w hiszpańskim upale spotyka wesoły kapelusik.

Zmyślone opowiadanie z Drogi św. Jakuba: Wolfgang Janowsky opowiada o mężczyźnie w połowie życia, który z o wiele za dużym bagażem i ambicją wyrusza w Pirenejach – i w hiszpańskim upale spotyka wesoły kapelusik.
Był sobie mężczyzna, który w połowie swojego życia wyruszył, by przejść Drogę św. Jakuba w Hiszpanii. Niewprawny, pełen romantycznych złudzeń, z o wiele za dużym bagażem wyruszył klasycznie po francuskiej stronie Pirenejów.
Pogoda mu sprzyjała, ale o wiele za ciężki plecak, ciągłe strome podejścia i jego niewielkie doświadczenie w górach na początku zamieniły mu życie w piekło. W nocy źle spał, w dzień źle mu się szło, z bólem, pęcherzami, a jednak z mocną wolą osiągnięcia wyznaczonego celu – mimo pierwszych wątpliwości, po co w ogóle porwał się na takie przedsięwzięcie.
Wytrzymał tak dłuższy czas. Pęcherze się zagoiły, plecak został odchudzony, ramiona przyzwyczaiły się do pozostałego ciężaru.
Wymusić drogę
Ale teraz nadeszło gorące hiszpańskie słońce.
Chciał wymusić drogę. I szedł od rana do wieczora. W południe słońce paliło bezlitośnie – ale kto by tam, jak leniwi Hiszpanie, robił sobie kilkugodzinną sjestę! Pił za mało, duża butelka wody była dla niego za ciężka, przecież dopiero co tak bardzo zmniejszył bagaż! I – kto wie, czy z hiszpańskich źródełek można pić.
Pewnego szczególnie gorącego dnia, kiedy chciał pokonać wyjątkowo długi etap, z największym trudem dotarł po południu do schroniska dla pielgrzymów – daleko przed swoim celem. Usiadł przed nim w cieniu i zapadł w głęboki sen, niemal jak w delirium – i obudził się dopiero w nocy: zrozpaczony, osłabiony i z dojrzałym przekonaniem, że musi porzucić ten morderczy bezsens.
Gwiazda i kapelusz
Lecz gdy otworzył oczy, mrugnęła do niego przyjaźnie wielka, jasna gwiazda – dokładnie z tej strony świata, w którą chciał, miał iść? Było to mrugnięcie jakby: chodź! Był to dla niego znak otuchy, radości, a nawet ulgi. I znów zasnął.
Śnił mu się wesoło tańczący kapelusz, który szedł drogą przed nim.
Obudził się razem z pierwszymi pielgrzymami. Znów, podniesiony na duchu, wziął plecak i jeszcze raz wyruszył. Po 2 godzinach w chłodnym porannym powietrzu przed nim pojawił się wesoły kapelusik – czy to sen?? Przyspieszył trochę, miał jeszcze siły. Kapelusz siedział na głowie młodej, wesołej pielgrzymki!
Zagadnął ją: dokąd i skąd? Tak wywiązała się dobra rozmowa. Ledwie zauważał, jak posuwają się naprzód! Nagle jednak powiedziała: Zróbmy sobie długą przerwę, robi się za gorąco. Najpierw zaprotestował, że my, nie, przynajmniej on musi iść dalej – pomyślał o Santiago, o gwieździe, ale też o kapeluszu ze swojego snu, jaki był wesoły! I tak odpoczęli w cieniu nad jeziorem. Wykąpał się, wypili dużo wody, a w następnej miejscowości jeszcze mocną kawę i późnym popołudniem znów ruszyli w drogę.
Jak lekko się szło! Powietrze stawało się świeższe i dobrze posuwali się naprzód. Tej nocy śnił o Santiago, o gwieździe, o słońcu i o kapeluszu.
To jedno z trzech pielgrzymich opowiadań Wolfganga Janowsky’ego. Dwa pozostałe to Camino 2024 i Kanarek Santiaga.